Doświadczenie - sobota - sabat

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Doświadczenie religijne

Doświadczenie to nawiązuje do święcenia dnia sobotniego, zgodnie z tym co mówi dekalog dniem świętym jest sobota. Ja w to wierzę i na tym będzie się opierała ta krótka historia. Dzień sobotni traktuję wyjątkowo i jednym z czynników wyróżniających ten dzień jest brak dokonywania zakupów, kto czytał Pismo Święte ten wie, że w Starym Testamencie kładziono mocny nacisk na sabat. Gdybym uznawał niedzielę i szczerze wierzył, że dniem świętym jest niedziela, myślę że doświadczenie to zostałoby przeze mnie tak samo odebrane. Powód? Istotne jest to jak szczera jest nasza wiara, gdy serce mówi że dniem świętym jest sobota/niedziela i nie masz w tej kwestii żadnych wątpliwości to wszelkie doświadczenia odbierasz tak jakby to ten dany dzień był święty. Bóg ocenia nasze serca a zmiana poglądu na sobota/niedziela przeważnie nie następuje w 1-2 dni.

Nim przejdę do obecnego doświadczenia warto przytoczyć w skrócie dwa poprzednie związane z tym dniem i zakupami. Sabat przestrzegam mniej więcej od 15 lat ale 8 lat temu zrobiłem w tym dniu zakup. Jeszcze tego samego dnia w komputerze spaliła się płyta główna co nigdy więcej nie miało miejsca. Tego samego roku ponownie w sabat dokonałem zakupu i wracając ze sklepu miałem drobną stłuczkę samochodową z mojej winy, która skończyła się spisaniem OC choć nigdy więcej takiej przygody nie miałem. Osoba z którą się zderzyłem była wierząca i niejako w zamian za to, że straciła przeze mnie czas a jechała na spotkanie (około 2 godziny) poprosiła mnie czy mogę przyjść na ich zebranie religijne. Nie chcę powiedzieć jakiego wyznania był kierowca, ale wiara ta opiera się bardziej na protestantyzmie niż katolicyzmie. W okresie tym miałem pewne problemy i przyjście na to spotkanie pomogło mi się z nimi uporać. Nie tyle co mi pomogło owe spotkania ale świadomość, że nie mógł to być przypadek ale interwencja boża bym znalazł odpowiedź na to co mnie wówczas męczyło.

To tyle z historii, wróćmy do obecnego czasu.

Tego roku byłem w innym mieście na wakacjach i zakładaliśmy, że gdy wszystko zwiedzimy to będziemy wracać. Planowa podróż zakładała powrót nocą z piątku na sobotę. Jako że wszystko zostało zwiedzone to postanowiliśmy trzymać się planu. Gdy mieliśmy ruszać w drogę powrotną okazało się, że zapomniałem zatankować dzień wcześniej i paliwa wystarczyłoby tylko na 1/2 drogi. Choć pamiętałem wtedy co wydarzyło się 8 lat temu, po dłuższym namyśle zdecydowałem się zatankować mając świadomość, że nie powinien tego czynić i właściwym rozwiązaniem byłoby przedłużyć pobyt o jeden dzień. Warto przy tym zauważyć, że nie jest wskazane by w dzień sabatu (dla innych niedziela) wykonywać długie podróże, czas ten ma być spędzony na bliskości z Bogiem a nie prywatnych podróżach. Oczywiście gdy podróż związana jest z głoszeniem słowa bożego, nie musimy się tego trzymać.

Po kupnie małej ilości paliwa a to specjalnie brałem w niewielkiej ilości tak by jak najmniej wydać w sobotę, na tablicy w aucie pokazała się liczba kilometrów jaka może zostać przebyta przy tak zatankowanym zbiorniku. Liczba ta wynosiła: 666. W tym momencie około 20 minut zastanawialiśmy się czy mamy jechać dalej czy może wrócić na nocleg. Została jednak podjęta decyzja, że jedziemy dalej. Bałem się trochę jechać bo ciągle snuło mi się w myślach to, że może zdarzyć się coś przykrego ale z drugiej strony wiedziałem, że jak mnie coś spotka od Boga to choć stracę to ogólnie wyjdzie mi to na dobre. Wracając zamierzałem w połowie drogi na krótką chwilę się zdrzemnąć, ale nie wiedzieć czemu nie zrobiłem tego. Efektem tego było obudzenie się za kierownicą z samochodem zjeżdżającym z ulicy, jednak Bóg zbudził mnie na czas, choć większość ludzi uzna, że zbudziła mnie tarka uliczna (białe krótkie linie malowane przy poboczu po których najechaniu samochód wpada w lekką wibrację mającą zbudzić kierowcę).

Po przejechaniu 4/5 drogi mieliśmy zajechać do pobliskiego miasta i tam odpocząć nad morzem. Dziękowałem Bogu, że pomógł nam w powrotnej drodze i zbudził na czas choć cały czas myślałem, że coś musi się jeszcze wydarzyć. Zamykając auto słyszałem odgłos informujący o zapalonych światłach jednak go zlekceważyłem. Po 2 godzinach wróciliśmy do samochodu i idąc wydawało mi się, że ma zapalone światła ale uznałem, że to musi być odbicie słoneczne. Zamykając auto ponownie słyszałem brzęczenie informujące o zapalonych światłach i tak jak ostatnio znowu je zignorowałem. Poszliśmy więc ponownie się przejść. Gdy postanowiliśmy już wracać, po dojściu do samochodu zobaczyłem że palą się światła, choć pogoda była taka sama jak poprzednio. Auto nie odpaliło. Rozładowany akumulator nie pozwalał na uruchomienie silnika. Niefortunnie zaparkowaliśmy na jednokierunkowej uliczce i trzeba było poprosić przejeżdżającego kierowcę o pomoc. Okazał nim się młody miły chłopak, który z chęcią udzielił pomocy. By podpiąć kable, musiał stanąć tak że zagradzał drogę pozostałym kierowcom i przez około 3-5 minut blokował ruch. Dziwiło mnie, że nikt nie trąbił a nazbierało się już z 7-9 samochodów a on nie zrezygnował i czekał aż akumulator się lekko podładuje. Po chwili auto odpaliło a my mogliśmy bezpiecznie wrócić pozostałe 1/5 drogi do domu. Wiedziałem już, że nic złego się nie wydarzy.

Przed tym doświadczeniem zmagałem się z pewnym problemem, który nie dawał mi spokoju a wręcz zaczął bardzo mocno doskwierać. Po odpowiedzi jaką dostałem od Boga problem został rozwiązany.

Osoby niewierzące oczywiście uznają, że to są przypadki lub że nieprzestrzeganie zasad powoduje karę bożą. W każdym z powyższych doświadczeń straty były mało kosztowne i cieszę się, że mnie spotkały bo pomogły pozbyć się nurtujących problemów wewnętrznych. Doświadczenia uznaję, jako boże lekcje i opiekę nade mną, wiem że Bóg również w ten sposób stara się do mnie przemawiać bo nie zawsze postępuję tak jak wymaga tego Pismo Święte. Dzięki temu mam świadomość, że nigdy nie będę sam bo zawsze obok mnie będzie Pan.